niedziela, 2 listopada 2014

Świadomy sen, świadome jedzenie- świadome życie...

Dzisiaj trochę gadaniny i przemyśleń.
Ostatnio mnie naszło, na zgłębienie swojej wiedzy w dziedzinie OOBE- wychodzenie z ciała. Po drodze natknęłam się, na bardzo ważną sprawę. Świadomość, czym ona właściwie jest? W moim mniemaniu jest ona kontrolą, nad samym sobą. Jesteśmy świadomi, w pełni poczytalni, na każdym podłożu.
Jeśli chodzi o pożywienie. Czy jemy w zgodzie z własną naturą? Czy jemy w odpowiednich ilościach? Zastanowiłam się głębiej nad tym czego moje ciało potrzebuje, o co woła. Nie słuchamy naszego ciała, słuchamy REKLAM. Telewizja nas odmóżdża, zabiera nam, to co najważniejsze. Zabija w nas świadomość. Ktoś nam zapalił lampkę i za nią podążamy jak ludzie ślepi, a wystarczy się rozglądnąć.
Do czego ja będę dążyć w tej swojej świadomości. Przede wszystkim, zbadam siebie, od nowa. Poznam swoje ciało, fizyczne jak i astralne. Muszę przystopować, bo mimo zdrowego odżywiania, uspokojonego sumienia, pobieżnie, ja nie czuję się w pełni spełniona. Nie odczuwam bodźców tak mocno, jak powinnam odczuwać. Na początku zacznę od jedzenia. Koniec z jedzeniem w biegu, pośpiechu. Ustaliłam w domu żelazną zasadę o niewtrącanie się do mojego talerza. Ja swoim podejściem nikomu krzywdy nie robię i oczekuję tego samego. Akceptacji...
Jeśli chodzi o jedzenie, to jedząc w pośpiechu, jakby pozbawiam się poczucia tego właściwego momentu nasycenia. Kończąc porcję, czuję solidne najedzenie, może nie przejedzenie, ale jestem syta. A co jeśli mój organizm czuje się przeciążony? Tak samo jeśli chodzi o wodę, pijemy kiedy czujemy pragnienie. Moja znajoma kiedyś stwierdziła ciekawą rzecz, mianowicie... Jeśli chce jej się pić, to nie ma ochoty na wodę, tylko na słodki 'sklepowy' sok... Spytałam o jej dietę i okazało, że jest na diecie, która wyklucza owoce z menu kompletnie. Przestała jeść słodycze i węglowodany. Coś tutaj nie tak... Gdzie podstawa, czyli cukier? Nic dziwnego, że jej organizm domagał się cukru. Ona sobie wmawiała, że już nie potrzebuje słodyczy i była z tym szczęśliwa. A mi próbowała udowodnić, że nie zawsze powinniśmy słuchać organizmu. Zachcianki biorą się z niedoborów. Ja rano po przebudzeniu nie mam ochoty na kawę, bo wstaje wypoczęta, nie mam też ochoty na ryż, makaron, chleb czy cokolwiek gotowanego, zapychającego. Mam potrzebę picia wody. Zaraz po tym idzie ochota na banany, słodkie, dojrzałe, cudowne BANANY:) I jestem z tym szczęśliwa. Bez używek, które niektórym zapewniają spełnienie.
Będę Wam zdawać relacje, jak mi idzie z moją świadomością
Pozdrawiam !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz